czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 6

UWAGA ! 
Rozdział zawiera sceny erotyczne.
Czytasz ? - Skomentuj jeśli możesz ; ) 

Siedziałam na metalowej półce i cały czas ilustrowałam dwie stojące obok mnie postacie. Byłam całkowicie rozdarta. Z jednej strony totalnie zszokowany przyjaciel, z chęcią mordu w oczach. Z drugiej chłopak, który kolejny raz uratował mi życie. Wiedziałam, że to nastąpi, od rozmowy z Tomem w szpitalu cały czas układałam sobie w głowie scenariusz spotkania największych wrogów. Nagle chłopak za mną położył ogromną dłoń na moim ramieniu i tryumfalnie się uśmiechając przyciągnął mnie do swojego torsu. Przylegałam plecami do Harrego nie mogąc się nawet ruszyć. Tom też nic nie robił, ale widać nie miał zamiaru się poddać.
- Możemy porozmawiać ?  W cztery oczy oczywiście. – Tom wycedził przez zęby i rzucił piorunującym spojrzeniem.  Kiwnęłam lekko głową i łapiąc Stylesa za wskazujący palec odkleiłam jego dłoń od mojego ciała. Szybkim krokiem minął mnie i zatrzymując się w drzwiach posłał mi figlarny uśmiech. Teatralnie wywróciłam oczami i wypychając go z hukiem zatrzasnęłam drzwi.
- Co ty z nim robisz ?! – Tom nie oszczędzał gardła.
- Przyczepi ł się, myślisz że tak łatwo jest się uwolnić od psychopaty? – unikając wzroku chłopaka zaczęłam ścierać palcem kurz i leżącej na metalowe półce książki.
- Nie wi… - chłopak starał się coś powiedzieć, ale przez moje piorunujące spojrzenie zatrzymał się w pół słowa.
- To było pytanie retoryczne. – mocno zaakcentowałam każde słowo i łapiąc za klamkę zaczęłam uchylać drzwi. – Muszę wracać do pracy. – dodałam i prawie wybiegałam z pomieszczenia. Zostawiłam go tam samego z poczuciem winy. Byłam mistrzem w odkręcaniu spraw na moją korzyść. Pokręciłam głową besztając się za takie zachowanie i kierując do biurka Judith mój wzrok przykuł chłopak siedzący przy jednym ze stolików. Szybkim krokiem ruszyłam w jego stronę i ściągając mu kaptur z głowy wycedziłam przez zęby.
- Myślisz, że jak założysz kaptur to cię nie poz… - urwałam w pół słowa i szybko opuściłam głowę. – Przepraszam, pomyliłam cię z kimś. – dodałam i poprawiając mu bluzę uśmiechałam się nieśmiało. Chłopak nic nie odpowiadając wrócił do lektury. Nagle do moich uszu dobiegł czyjś śmiech, odkręciłam się na pięcie, a tuż przede mną stał Harry.
- Tutaj jestem, kochanie. – przybliżając się do mnie wyszeptał mi do ucha, a jego ciepłych oddech oplótł moją szyję przyprawiając ją o gęsią skórkę.
- Możesz już iść do domu? Bardzo ci dziękuję, za to co dla mnie zrobiłeś ale już wystarczy. Pewnie przez te dzisiejsze sceny wylecę z pracy. – powiedziałam i kładąc rękę na jego torsie delikatnie do odepchnęłam. Chłopak szybko rzucił wzrokiem na wychodzącego z zaplecza Toma. Po chwili spojrzał na mnie i z uśmiechem znów się zbliżył.
- Nie, muszę mieć na niego oko. – wyszeptał ochrypłym głosem.  Westchnęłam z dezaprobatą i zmarszczyłam brwi.
- Koleś, to mój przyjaciel. Uwierz, ufam mu o wiele bardziej niż tobie. – stwierdziłam i wymijając go ruszyłam przed siebie. Nagle poczułam zaciskającą się dłoń chłopaka na moim nadgarstku, jego lekki ruch spowodował, że znów stałam z nim twarzą w twarz.
- I to właśnie mi się nie podoba.
Zlekceważyłam jego słowa i powędrowałam do starszej kobiety.
- Judith, naprawdę przepraszam cię za te sceny. Chyba pójdę do domu, nie nadaję się dziś do pracy. – powiedziałam opierając się o biurko.
- Kochanie nie wiem co się dzieję, ale jeśli będziesz potrzebowała pomocy to zawsze możesz do mnie przyjść. – kobieta ciepło się uśmiechała. Odwzajemniłam ten gest i omijając ladę ruszyłam na zaplecze. Zabrałam swoje rzeczy i prawie w biegu uciekłam przed pytaniami Grace. Odbijałam się od chodzika dziękując za chwilę spokoju. Nie wiem, jak udało mi się uniknąć tych przytłaczających mnie ludzi. Szybko wyjęłam z torby słuchawki i podłączając je do telefonu włączyłam swoją playliste. Ulubiona muzyka od razu przywołała wiele obrazów w mojej głowie, a szczególnie wyraźnie jeden.  Śpiący Harry, taki idealny, delikatny.. jak anioł. Szybko potrząsnęłam głową odganiając to wspomnienie. W rzeczywistości ten chłopak jest kompletnym przeciwieństwem. Biegnący ludzie co chwilę ocierali się o mnie wybijając z rytmu kroków, który wystukiwały basy.  Przeskakując kilka schodków stanęłam przed drzwiami do domu, nacisnęłam klamkę i skrzypnięcie zawiasów zwiastowało moje przybycie. Rzuciłam torbę na półkę i ledwo utrzymując równowagę zdjęłam buty. Przyjemny zapach poprowadził mnie do kuchni. Uchyliłam drewnianą powłokę i prawie jak zaczarowana wpatrywałam się w przepięknie nakryty stół.
- Długo wracałaś. – usłyszałam zachrypnięty głos, który wyrwał mnie z bajki. Znowu on, nie wierzę.
- Co ty tutaj robisz ? Gdzie moja mama? – zapytałam zmęczona jego ciągłą obecnością.
- Pozwoliła mi zostać. – odpowiedział i zaczął mieszać przyrządzane przez siebie danie. Miałam tyle pytań w głowie, ale w ostateczności żadne nie ujrzało światła dziennego. Oparłam się bezradnie o ziemny blat i przyglądałam chłopakowi. Nie zwracał na mnie uwagi, całkowicie pochłonięty był pracą nad naszym obiadem. Nagle z rozmyślań wyrwał mnie dzwoniący telefon. Urządzenie idealnie przykuło  wzrok chłopaka. Nieśmiało sięgnęłam do kieszeni i wyjęłam aparat. Zdjęcie Toma od razu przypomniało mi naszą dzisiejszą rozmowę. Błądziłam palcem w powietrzu nad wyświetlaczem zastanawiając się co zrobić.
- Gotowe, siadaj. – twardo zaakcentował każde słowo i stanął tuż przede mną. W takiej odległości idealnie wyczuwałam jego głęboki oddech, który rozpraszał się na mojej twarzy. Przełknęłam głośno ślinę i wcisnęłam czerwony przycisk. Odłożyłam telefon na półkę i usiadałam na jednym z krzesełek. Chwilę później na moim talerzu wylądował wędzony łosoś ze śmietaną i makaronem. Lekko przymykając oczy delektowałam się zapachem potrawy. Chłopak zajął miejsce obok i twardo wpatrując się we mnie zachęcał do posiłku. Złapałam za sztućce i co chwilę umieszczałam w ustach kawałki ryby. Harry z początku tylko patrzył jak pochłaniam jego dzieło, jednak po chwili poszedł w moje ślady. Jedliśmy w całkowitej ciszy co jeszcze bardziej sprawiało, że czułam się nieswojo, jego obecność tak bardzo mnie onieśmielała. Nagle na udzie poczułam ciepły dotyk, który wywołał u mnie niekontrolowane dreszcze. Ręka chłopaka cały czas wędrowała ku górze przez co moje ciało znieruchomiało. Szybko odłożyłam sztućce i zatrzymałam jego rękę, która była już w połowie drogi. Przeklęłam w duchu i łapiąc za jeden z długich palców chłopaka odkleiłam ogromną dłoń od mojej nogi.
- Przestań. – wyszeptałam załamującym się głosem. Chłopak złapał mnie z nadgarstek i ułożył moją dłoń na swoim ciele. Ręka znieruchomiała mi pod twardym członkiem Harrego.
- Patrz, co ze mną robisz. – powiedział przyciskając moją dłoń do swojego kroku. Starałam się wyrwać z jego ucisku, ale chłopak był nieugięty z każda chwilą naciskał coraz bardziej.
- Pomożesz mi ? – jego pytanie totalnie mnie zszokowało.
- Później to posprzątam. – odpowiedziałam nieśmiało.
- Chce żebyś zrobiła mi dobrze. – jego oddech wydawał się coraz bardziej głęboki i urywany. Chłopak puścił moją dłoń dzięki czemu szybko wstałam i patrząc na niego z góry po raz pierwszy zaczęłam zastanawiać się nad jego propozycją. Głębokie spojrzenie z prośbą to jedyne co zobaczyłam, wystarczyło bym z własnej woli złapała go za krocze. Nie miałam pojęcia o tych sprawach, zawsze wydawało mi się, że mam jeszcze czas. Nigdy nie byłam tak blisko z chłopakiem. Jego penis twardniał pod każdym moim ruchem. Harry szybko zerwał się z krzesła i popchnięty przez moją reakcje złapał mnie za ramiona i przygwoździł do ściany. Jego biodra przywierały do mnie coraz bardziej przez co uwypuklenie na jego spodniach dawało się wyczuć na moim udzie. Nie tak to wszystko sobie wyobrażałam, miałam mu tylko ulżyć, nie chciałam takich zbędnych zbliżeń. Zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć jego ciepłe usta przywierały do moich. Malutkie dłońmi mimowolnie powędrowałam do jego włosów wplątując je w ciemne loki. Jego język coraz bardziej wdzierał się do moich ust wypełniając je całkowicie. Jedna z dużych dłoni chłopaka splotła się z moją i jednym ruchem spowodowała, że wylądowała na jego kroczu. Kontrolował każdy jej ruch pocierając coraz szybciej. Druga ręką trzymał moją szczękę przypominając mi kto tu rządzi. Nawet w tej sytuacji nie miałam nic do powiedzenia. Gdy całkowicie odzyskałam świadomość mocniej zacisnęłam w palce jego włosy i odciągnęłam go od siebie. Jego mina nie zwiastowała nic dobrego. Chłopak złapał mnie za rękę i ciągnąc za sobą posadził na kanapie w salonie. Usiadł tuż obokm nie, nasze ciała stykały się wymieniając ciepło. Jednym ruchem rozpiął rozporek i kierując moją dłonią zatopił ją w swoich spodniach. Teraz jeszcze dokładniej czułam jego członka. Wydawał się w mojej dłoni tak ogromny i twardy. Od razu w mojej głowie odtworzyły się nieprzyzwoite sceny. Głęboko odetchnęłam i poddałam się jego żądaniom. Temperatura mojego ciała wzrastała cały czas, a wnętrze dawało się we znaki. Pierwszy raz czułam coś takiego.
- Zaraz się tobą zajmę. – wyszeptał mi na ucho lekko przygryzając je. Jego głos spotęgował wcześniejsze uczucie. Pulsowanie w dole brzucha przybierało na sile. Chłopak lekko osunął się układając w pozycji półleżącej. Jego dłoń nagle poluzowała uścisk przez co moja ręka zatrzymała się. Ruchem głowy prosił o kontynuowanie przez co niezdarnie zaczęłam poruszać dłonią w górę i w dół mocno oplatając jego penisa.   Chłopak oddychał coraz głośniej i przymykając oczy oddawał się doznaniu. Z każdą chwilą moje ruchy wydawały się coraz pewniejsze. Teraz Harry cicho pomrukiwał, rozkoszując się przyjemnym uczuciem, przepływającym przez jego ciało.
- Mocniej .. – poinstruował mnie twardo i wypychając biodra prosił o większą dawkę mojego dotyku. Moja drobna dłoń coraz bardziej zaciskała się i wprawiała w euforię bezbronnego chłopaka. Teraz to ja miałam kontrolę nad jego doznaniem. Jego głębokie jęknięcie odbiło się po całym pomieszczeniu gdy ciepła ciecz rozlała się na ciemnym materiale bokserek. Niepewnie poluzowałam uścisk na co chłopak przygwoździł ją po raz kolejny do swojego krocza. Jego ciche mruczenie było muzyką dla moich uszy. Czułam się tak władczo gdy widziałam do jakiego stanu go doprowadziłam. Po chwili odłożył moją rękę i zapiął rozporek. Jego szybkie ruchy wprawiły mnie w osłupienie. Teraz leżałam na kanapie, a w moim kroku klęczał Harry. Zabierał się za mój rozporek. Moje wszystkie mięśnie spięły się, a dłonie błaganie utrudniały mu zadanie.

- Nie lubisz na kanapie ? – zapytał spierając się na moich udach. Moje policzki zalały się różem, a wzrok nieudolnie starał się uciekać przed jego piorunującym spojrzeniem. Moje krocze błagało o jego dotyk, ale strach zwyciężył. Układając stopy na jego biodrach odepchnęłam go na drugą stronę kanapy.

_______________________________
Oj, dawno mnie tu nie było za co najmocniej przepraszam. Teraz postaram się pisać częściej, chociaż nie mam nawet najmniejszego pomysłu na ciąg dalszy. Wszystko takie pisane na spontana. Erotyczna scena, opisana beznadziejnie ... ale strasznie ciężko jest pisać takie rzeczy... 
Zachęcam do komentowania i oczywiście dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze ; ) 

sobota, 12 października 2013

Rozdział 5

Ankieta obok, oddaj głos ; ) Miłego czytania . 
- Z kim rozmawiam ? … Halo … - słyszałam jak chłopak po drugiej stronie starała się zwrócić moją uwagę. Głucha cisza i tak po prostu rozłączyłam się. Dopiero teraz do mnie dotarło ile będę musiała za to zapłacić, skoro Harry sam nie odbierał. Zrobienie tego za niego to największa głupota jaką mogłam zbroić. Ostrożnie odłożyłam telefon na miejsce i na palcach okrążyłam łóżko. Usiadłam podparłam się ręką i wpatrywałam w delikatnie rysy chłopaka. Ani trochę nie przypomniał osoby z baru. Położyłam dłoń na jeden z poduszek i zamknęłam ją w uścisku. Wstałam i wolnym krokiem powędrowałam schodami na dół. Kanapa, tylko to mi pozostało. Staranie ułożyłam poduszkę, położyłam się i pod samą brodę podsunęłam puszysty koc. Był tam od zawsze, chociaż w sadzanie przydał się pierwszy raz. Nikt w naszym domu nie musiał spać w salonie. Dokładnie oplotłam pomieszczenie wzrokiem, wszystko było tak jak dawniej, jakby nic się nie stało. Ten dzień był koszmarem. Moją uwagę przykuło czarno-białe zdjęcie mamy stojące na komodzie. Uśmiechała się, była taka beztroska. Już nie ma tej kobiety, mordercy mojego taty zniszczyli i ją.

***
Piskliwy dźwięk zabójczo wkradł się do moich uszu. Niechętnie wymacałam telefon pod poduszką i ustawiłam go sobie przed oczami. Przypomnienie? To już dziś? Zwyczajność z każdym dniem coraz bardziej wdzierała się do mojego życia, teraz przyszedł czas na powrót do pracy. Leniwym krokiem podeszłam do okno i jednym ruchem odsłoniłam wielkie zasłony. Światło rozlało się po całym pomieszczeniu starając  wnieść także choć odrobinę radości. Przetarłam oczy i oparłam się na parapecie. Ludzie szybkim korkiem szli do wyznaczonych przez siebie miejsc, o tej porze nie ma czasu na spacery, refleksje. Może właśnie to sprawi, że zwyczajność mi pomoże. Jedną ręką odepchnęłam się od zimnej powierzchni i powędrowałam do łazienki. Nasunęłam na siebie niebieski szlafrok i szczotkując zęby wpatrywałam się w swoje odbicie. Od tak dawna tego nie robiłam, nie mogłam znieść moich zaczerwienionych oczu, bladych policzków. Dziś było inaczej, normalnie. Szybko związałam włosy i pomalowałam rzęsy. Ostatni raz rzuciłam wzrokiem na swoje odbicie i wyszłam z pomieszczenia. Ruszyłam w stronę kuchni i delikatnie uchylając drzwi weszłam do środa.
- Cześć. – zachrypnięty głos wymalował na moich policzkach rumieńce. Bez słowa zabrałam się za robienie kawy. Wypełniłam dwa kubki czarnym napojem i jeden z nich podsunęłam chłopakowi. Upiłam łyk i ze spuszczoną głową pocierałam zmarznięte stopy.
- Dowiedziałaś się tego czego chciałaś ? – zapytał twardo. Nieśmiało podniosłam głowę i spojrzałam w niego ciemniejące oczy.
- Przepraszam, to … nie chciałam żebyś cię obudził. – rzuciłam pierwszym wyjaśnieniem jakie przyszło mi do głowy.
- Zapytałem, czy się dowiedziałaś.
- Nic.. nie, ja nic nie, nie pytałam o nic. – mówiłam coraz bardziej plątają się w własnych słowach. Szybko odłożyłam puste naczynie do zlewu i zmierzałam w stronę drzwi by uciec od jego przeszywającego wzroku.
- Nic nie jadałaś. – stwierdził, a słowa te totalnie zbiły mnie z tropu.
- Nigdy nie jem śniadania. – mówiłam, starając się wytłumaczyć.
- Dziś zjesz, siadaj. – rzucił, a jego słowa jakby przykuły mnie do krzesaka na którym ostrożnie usiadłam. Patrzyłam jak chłopak porusza się po kuchni. O nic nie pytał. Błądził po szafkach szukając zwykłego noża, a gdy już rozchylałam usta by dać mu wskazówki docierało do mnie jak mogę za to dostać. Po chwili ląduje przede mną talerz z grzanką, a obok niego miseczka z syropem klonowym. Spojrzałam na niego wręcz proszącym wzrokiem, nie zrobił nic oprócz wpatrywania się w naczynie przede mną. Ostrożnie złapałam za chleb i powoli przeżuwając krzywiłam się co chwile, na co on tylko karcił mnie wzrokiem. Śniadanie okazało się dla mnie torturą, każdy kęs zdawał się jakby nie do przełknięcia.
- Musisz więcej jeść, jesteś za chuda. – stwierdził i dorzucił mi jeszcze jedną grzankę. Nie protestowałam, bałam się nawet na niego spojrzeć … po prostu wmuszałam w siebie myśląc o tym jak czas nie daje mi wyboru. Po chwili w kuchni pojawiła się mama, co chwile spoglądała na mnie i Harrego.
- Moja córka je śniadanie, coś nowego. – stwierdziła i przejechała ręką po moim ramieniu.
- Właśnie skończyła. - korzystając z sytuacji wybiegłam z kuchni pozostawiając niedojedzoną grzankę. Przeskakując co drugi schodek wylądowałam w swoim pokoju. W pośpiechu zakładając ubrania prawie spotkałam się kilka razy z podłogą. Zgarnęłam torbę z pufy i zeszłam na dół.
- Zapomniałam ci powiedzieć. Wracam do pracy, pa. – krzyknęłam i wyszłam z domu zarzucając kurtkę na ramiona. Naprzeciwko mojego domu stał czarny samochód. O której ten chłopak wstał, że zdążył po niego pójść i dlaczego wrócił ? Może przyjechał nim wczoraj, pijany? Szybko potrząsnęłam głową odganiając wszystkie myśli i ruszyłam schodkami na dół. Po chwili z pojazdu wyszedł Harry i wparują się we mnie oparł się o samochód splątując ręce na klatce piersiowej. Fuknęłam z dezaprobata i wbiłam wzrok przed siebie.
- Podwiozę cię. – rzucił i obchodząc samochód otworzył drzwi pasażera. Rozejrzałam się niepewnie i mocniej przycisnęłam do siebie torbę. Chłopak ruszył w moją stronę poprawiając opadające mu na oczy loki. Zrezygnowana ruszyłam mu na spotkanie. Nie chciałam mieć problemów. Nie sprzeciwiałam się. Posłusznie usiadłam obok Harrego i zapięłam pasy.
- Uciekłaś wczoraj, myślałem że pokażesz mi się bez zbędnych rzeczy. – szepnął i przejechał ręką po moim udzie. Zadrżałam i szybko odepchnęłam jego dłoń, na co on się tylko zaśmiał.
- Zasnąłeś. – odgryzłam się wlepiając swój wzrok za przednią szybkę.
 - Jeszcze dam Ci się wykazać. – arogancko się uśmiechnął i z piskiem zatrzymał przed biblioteką.
- Skąd wiedziałeś, że tu pracuje? – zapytałam przestraszona. Nic nie odpowiedział. Wysiadł, obszedł samochód i otworzył mi drzwi. Ruszyłam szybkim korkiem, ominęłam go i weszłam do środka. Rozejrzałam się po wielkim pomieszczeniu i mocno zaciągnęłam zapachem książek. Kochałam to miejsce. Omijałam kolejne stoliki aż w końcu dotarłam do lady przed którą siedziała starsza pani.
- Hope, jak dobrze cie widzieć. Cieszę się, że wróciłaś. – powiedziała i wstając od biurka przytuliła mnie. Judith była dla mnie jak babcia. Sama nie miała rodziny, dlatego często wpadałam do niej po pracy pomóc w domu.  Odwzajemniłam jej gest i uśmiechając się powędrowałam na zaplecze.
- Hope ! – usłyszałam krzyk Gace. Kiwnęłam głową i zaczęłam się rozbierać.
- Jak się czujesz ?
- Grace, zapomnij o tym. To tylko raz. Już tego nie zrobię. – szepnęłam i jednym ruchem pchnęłam drewniane drzwi. Rozejrzałam się po raz kolejny i zabrałam do pracy. Nie było mnie tu tak długo, ponad 2 miesiące, a doskonale wiedziałam co mam robić. Właśnie segregowałam romanse gdy poczułam ciepły oddech na swojej szyi, wzdrygam się i odłożyłam ostatnią książkę.
- Mogłabyś mi pomóc ? – usłyszałam gruby głos za mną.
- Oczywi... – nie mogłam skończyć gdy zauważyłam mówiącą do mnie osobę. Od razu rzucił się na mnie i zakrywając mi usta przygwoździł do szafki.
- Już nie jesteś taka cwana jak nie ma twojego chłoptasia. – wycedził przez zęby.
- Jesteś pewien ? – usłyszałam znajomy głos obok mnie. – Chcesz powtórki ?
Nim się spostrzegłam mężczyźni znów celowali w siebie pięściami. W tym momencie po raz kolejny uświadomiłam sobie jak bezradna jestem. A chłopak który wydawał mi się największym koszmarem po raz kolejny ratuje mi życie. Bez wahania złapałam za najgrubszą książkę i wycelowałam  w łysego mężczyznę. Lektura trafiła prosto w głowę. Przestraszona złapałam się za usta i jednym ruchem zacisnęłam dłoń na nadgarstku Harrego. Ciągnęłam go za sobą w slalomie omijając regały.
- To Harry Styles ?! – radosny krzyk totalnie zbił mnie z tropu na co zwolniłam i rozejrzałam się po sali. Kilku klientów wpatrywało się na nas z dziwnymi minami. Przygryzłam wargę i ruszyłam dalej, już nie tak pewnie. Zwyczajność ujawniła moje problemy całemu mojemu światu i co gorsze Harrego. Otworzyłam drzwi i wchodząc do środka zakluczyłam za je za nami. Sprałam się na metalowej półce i zasłoniłam twarz.
- Nie mogę już winić innych. – wyszeptałam zrezygnowana.
- Ej, to moja wina. Przegiąłem, jak zawsze.

Nagle poczułam jak jego duża dłoń dotyka mojego ramienia. Wiedziałam, że teraz będzie jeszcze gorzej. 
___________________________________
No to coś tu napisałam. Czuje, że zamiast się rozkręcać to jest coraz gorzej. 
Jeśli was zawiodłam to bardzo przepraszam. 
ale... Jeśli czytasz- skomentuj . ; ) 
Chciałabym przy okazji poruszyć pewną sprawę, wiele osób frustruje się tym, że blog jest tajemniczy. No cóż, oto mi chodziło. Ale oczywiście jeśli wolicie żebym pisała wprost. Okej, tylko myślę że sporo wam to popsuje ; ) 

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 4

Czytasz - Proszę, skomentuj ; ) 

Ogromny ból, który unieruchomił moje ciało przeszedł jak prąd do każdej kończyny. Nie mogłam się ruszyć, leżałam w połowie na zewnątrz dalej zakrywając swoją twarz. Wraz z otwierającymi się drzwiami odszedł mój strach. Poobijane plecy nie mogły się równać z tym co mógłby mi zrobić dobrze zbudowany chłopak. Z rozmyślań nad moim niedoszłym stanem wyrwała mnie zaciskająca się dłoń na mojej bluzce.  Jednym ruchem zostałam postawiona na równe nogi. Lekko rozchyliłam oczy i jedyne co zobaczyłam to solidnie zbudowanego mężczyznę, który napierało na moje ciało. To nie był Harry.
- Wreszcie się spotykamy . – wycedził przez zęby i ironicznie się uśmiechnął. Mocno zacisnęłam palce na jego spoconej ręce i energicznym ruchem szarpnęłam nią starając się uwolnić. Gdy dotknęłam jego skóry obrzydliwy tatuaż jakby parzył moje wspomnienia, znałam tan znak. Po chwili mężczyzna poluźnił uścisk tylko po to by przenieść swoją dłoń na moją szyję. Z każdą minutą jego palce zaciskały się coraz bardziej, odcinając mi tym samym dostęp do powietrza. Walczyłam o choćby odrobinę tlenu gdy przed moimi oczami przeleciała dłoń która wylądowała na twarzy napastnika. W jednej chwili opadłam na podłogę i spierając się na dłoniach walczyłam o choćby odrobinę tlenu. Jeszcze nigdy nie byłam w tym taka łapczywa.  Zimna dłoń oplatająca moje ramie wywołała u mnie nieprzyjemny dreszcz. W jednej chwili zostałam wypchnięta z pomieszczenia.
- Uciekaj! – usłyszałam krzyk Harrego.  Jego sylwetka przyjęła całkiem inną postawę, napinając wszystkie mięśnie starał się przygotowywać na cios skierowany w niego.
- Ruszysz się kurwa ?! – po raz kolejny jego głos dobiegł do moich uszu. Był jak lekarstwo na moją kamienną postawę. Zaczęłam biec, odbijałam się po chodniki z każdą chwilą coraz bardziej oddalając od miejsca bójki. Powoli zmęczenie dawało się we znaki, a nogi z każdym krokiem odmawiały mi posłuszeństwa. Moja kondycja pozostawiała wiele do życzenia. Sprałam się na kolanach i rozejrzałam dookoła. Przed jednym z domków biegała mała dziewczynka. Przydrożne lampy dokładnie oświetlały jej malutką postać. Wydawało się jakby pływała pośród zieleni trawy nucąc przy tym wesołe melodie.
- Eva, miałaś się schować. – wyłaniający się zza domu mężczyzna rozbawiony był jej zachowaniem.  Podszedł do niej i łapiąc ją w swoje objęcia podrzucił kilka razy. Dziecko śmiało się wplątując drobne paluszki w kruczoczarne włosy taty.  
- Nie zdążyłam, tatusiu jeszcze raz musisz liczyć. – dziewczynka bawiąc się uszami ojca pocałowała go w czoło.  
Mężczyzna skinął głową, postawił córkę i znów zniknął  za budynkiem. Do moich oczy zaczęły napływać niekontrolowane łzy.  Straciłam to wszystko, 2 miesiące temu moje całe życie się rozpadło. Od tamtej pory jak magnes ściągam na siebie kłopoty.  Teraz morderca mojego taty zainteresował się moim życiem. Usiadłam na zimnym chodniku i jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w blondynkę, która wciskała się w krzaki przy ogrodzeniu.
- Kolacja gotowa . – całkowicie rozproszył mnie melodyjny głos wychodzącej z domu kobiety.
- Mama !- krzyknęłam przykuwając tym wzrok wszystkich zebranych przed białym domkiem.  Moje nogi teraz jakby przybrały nowej siły, tracąc ją … strącę zbyt wiele. Teraz wszystko było w rękach chłopaka, który kilka dni temu skatował mojego przyjaciela. Jak szalona wpadłam do środka. Złapałam w rękę drewnianą szkatułkę i skradając się szukałam jakiegokolwiek życia. Uchyliłam lekko drzwi do kuchni. Na jednym z krzesełek siedział Harry mocno zaciskając palce na kolanach, a przed zajmująca się jego twarzą kobietą. Wypuściłam pudełko i w biegu przytuliłam mamę przywierając do jej pleców.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest.- wyszeptałam całując jej ramie. Kobieta odwróciła się i przycisnęła mnie do siebie układając swoją głowę na moim ramieniu. Z tego miejsca doskonale mogłam ocenić rany chłopaka. Rozcięty łuk brwiowy, spuchnięta warga i kapiąca krew z nosa. Czy ktoś taki jak on może być jeszcze człowiekiem? Odsunęłam lekko mamę i omijając ją podeszłam do Harrego. Spojrzałam na niego z góry surowym wzrokiem i łapiąc go za brodę przechyliłam jego twarz jeszcze lepiej oceniając jej stan.  Złapałam za wacik leżący na blacie i zaczęłam ścierać zasychającą już krew.  Ani trochę nie starałam się być delikatna, czułam nad nim władzę. Pomimo, że uratował życie mi i mojej mamie czułam w głębi tak wielką nienawiść do tego człowieka że inaczej nie mogłam na niego patrzeć.
- Gdzie on jest ? – zapytałam twardo spoglądając na mamę która zabrała się za robienie herbaty.
- Uciekł. – powiedziała załamującym się głosem i nalała wody do jednego z kubków.
- Co on tu w ogóle robił ?
- Chciał jak zwykle się z tobą zobaczyć. - postawiła przede mną naczynia i sprała się na stole.
- Ile to trwa? – mówiłam poirytowana. Całkowicie wyłączając uczucia starałam się odrzucić wszelkie czarne scenariusze które głębiły się w mojej głowie.
- Kilka dni. – powiedziała i tak po prostu wyszła. Wiedziałam, że płakała, nie chciała żebym widziała ją w takim stanie.  Myślała, że grając za każdym twardą  pomoże mi. Słabo jej to wychodziło, wiele razy widziałam jej mokre oczy. Wyrzuciłam brudne opatrunki do kosza i upijając łyk napoju usiadłam naprzeciwko chłopaka.
-Niegrzeczna. – skomentował i zabrał się za swoją herbatę.
- Co ty o tym wiesz ? Ty w ogóle masz problemy ? – zapytam sarkastycznie i wstałam od stołu. Kierowałam się w stronę drzwi, uchyliłam je lekko i odwróciłam się. Chciałam coś powiedzieć, ale mi przerwał.
- Zostanę na noc. Zaopiekuję się wami. – stwierdził i odłożył kubki do zlewu. Spojrzałam na niego totalnie zdezorientowana. Ile razy w ciągu kilku dni może zmienić się człowiek? Bez słowa wyszłam z pomieszczenia i schodami na górę weszłam do swojego pokoju. Złapałam dresowe szorty i czarną bokserkę. Powolnym krokiem skierowałam się do łazienki, zakluczyłam drzwi sprawdzając kilka razy czy są zamknięte. Niepewnie czułam się z tym człowiekiem pod jednym dachem. Rozebrałam się, odkręciłam kurek i weszłam pod prysznic . Gorąca woda doskonale ukoiła moje nerwy. Oparłam się o jedną ze ścianek i zaczęłam przyglądać się ranom na mojej ręce. Po chwili przerzuciłam swój wzrok na błyszczącą żyletkę na jednej z półeczek. Złapałam ją w chude palce i dokładnie obejrzałam z każdej strony. Przełknęłam głośno ślinę i odłożyłam ją na miejsce. Musze poradzić sobie inaczej.  Dokładnie umyłam moje ciało i owijając się ręcznikiem wyszłam spod prysznica. Wytarłam się i ubrałam w przygotowane wcześniej rzeczy. Wyszczotkowałam swoje zęby i związałam włosy  w warkocza. Prawie w biegu wskoczyłam do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi. Odwróciłam się i przymykając lekko oczy oparłam się o fakturę drzwi.  Czy już zawsze będę musiała się ukrywać i uciekać? Po chwili usłyszałam ciche sapnięcie, przeniosłam oczy w kierunku dobiegającego dźwięku. Na moim łóżku leżał chłopak, spał. Jego ciemne loki delikatnie opadły na biały materiał pościeli, a usta układały się w lekki łuk. Twarz miał niezwykle spokojną, nawet rany nie mogły zabrać mu jego piękna. Z zachwytu wyrwał mnie brzęczący telefon, który leżał na stoliku obok łóżka. Szybko podeszłam do półki i spojrzałam na świecące urządzenie. Dzwonił telefon chłopaka, a na wyświetlaczu znów widniało imię : Louis. Bez zastanowienia złapałam telefon do reki i odebrałam.

- Słucham ? 

________________________________
No to 4 rozdział za nami, mam nadzieję że chociaż troszeczkę wam się spodobał. 
Nie chcę was zmuszać do komentowania, jedynie proszę o kilka słów. Usunęłam weryfikacje obrazkową, to powinno wam ułatwić sprawę. 
Kolejną rzeczą są podziękowania. Strasznie wam dziękuję za tą liczbę wyświetleń i komentarzy. Jesteście wielcy ! ; ))   
A może kilka ciach ? 

sobota, 28 września 2013

Rozdział 3

Usiadłam wygodnie na krzesełku obok łóżka Toma. Dalej wyglądał kiepsko, kilka rozcięć na bladej twarzy, posiniaczone policzki i zaczerwienione oczy, to wszystko zafundował mu Harry. Cicho westchnęłam i podparłam brodę rękoma.
- Hope? – usłyszałam szept chłopaka. Szybko potrząsnęłam głową i spojrzałam w jego szare oczy. - Słuchasz mnie ?
- Tak, tak.  – przytaknęłam cicho.
- Co o tym sądzisz ? – zapytał co totalnie zbiło mnie z tropu, nie miałam pojęcia o czym mówi. W mojej głowie odtwarzał się tylko jeden obraz – czarnego samochodu.
- Myślę, że to super pomysł. – starałam się improwizować, z uśmiechem kiwałam głową.
Tom dyskretnie uśmiechnął się i włożył rękę pod poduszkę, po chwili znów ją wysunął z zaciśniętym w pięści telefonem.  W milczeniu wcisnął parę guzików i znów odłożył urządzenie na miejsce.
- Zaraz tu będzie. – wyszeptał i poklepał miejsce obok siebie. Na te słowa moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, wiedziałam że sama wydałam na siebie ten wyrok zgadzając się na coś o czym nie miałam zielonego pojęcia. Powolnym ruchem usadowiłam się obok niego, a jego lodowata dłoń splotła nasze palce.
- Cieszę się, że wreszcie mnie posłuchałaś.
Zmarszczyłam lekko brwi i z kamiennym wzrokiem wpatrywałam się w białe drzwi. Po upływających minutach, moja niecierpliwość zaczynała wdawać się we znaki, spięte nogi zaczęły uderzać o błyszczące płytki, a chudziutkie palce nerwowo miętosiły biały materiał pościeli. Z każdym uderzeniem czułam jak palce chłopaka mocniej oplatają moją dłoń. Co momentalnie wywołało nieprzyjemne wspomnienie. Silna dłoń Harrego coraz bardziej zaciskała się na mojej, nie wiedziałam co mam zrobić. Widziałam, że jest nieobliczalny … zostały mi jedynie prośby.
- Proszę nie rób mi krzywdy. – totalnie zdezorientowana wyszeptałam załamującym się głosem.
- Dlaczego miałbym ci coś zrobić? – zapytał zdenerwowany Tom i poluźnił nasz uścisk.  Lekko przekręcając głowę spojrzałam na jego oszołomioną twarz, nie wiedział co się dzieję. Ja też. Przejechałam palcem zaraz pod oczami by zetrzeć najmniejsze oznaki łez. Pokręciłam głową zaciskając usta na znak, że nie mam zamiaru powiedzieć już ani słowa.  Zmrużył oczy i lekko się uśmiechnął, nie chciał naciskać dlatego nie zapytał, ale wiedziałam że i tak niedługo to zrobi. Tom po prostu nie może się o nim dowiedzieć. Skrzypnięcie drzwi wyrwało mnie z rozmyślań. Lekko przeszklone drzwi ukazywały  zarysowany kształt postaci po drugiej stronie.  Głośno przełknęłam ślinę i idealnie ilustrowałam każdy krok nowej osoby. Zdenerwowanie malowało się na jej wręcz dziecięcej twarzy. Tak sobie to zaplanował. Przerzucając włosy na jedno ramie spojrzałam na uśmiechniętą twarz chłopaka. Jak mógł mnie postawić w takiej sytuacji ? No tak, sama zgodziłam się na spotkanie z Grace. Przeklęłam w duchu i znów wbiłam swój wzrok w jej drobną postać.
- Cześć. – usłyszałam stłumiony damski głos. Dziewczyna ostrożnie weszła w głąb pomieszczenia i usiadła na jednym z krzesełek. Nie spuszczając ze mnie wzroku badała mój nastrój.
- Cześć. – rzuciłam i ze zdenerwowania napięłam wszystkie mięśnie.
- Hope, tak mi wstyd. Nie wiem nawet co mam powiedzieć, nic nie wyrazi tego jak mi przykro. Tak nie zachowuje się przyjaciółka. Wciąż jednak mam nadzieje, zgodziłaś się na spotkanie. To bardzo dużo dla mnie znaczy.  – mówiła ze spuszczoną głową. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Mój plan spotkania z nią, który układałam sobie co wieczór w głowie wydawał się teraz tak absurdalny. Wolną rękę wymacałam błyszczący naszyjnik, który zwisał swobodnie z mojej szyi, każdy z naszej trójki taki miał. Nadzieja i we mnie nie umarła, wciąż miałam go ze sobą.
- Na zawsze, to na zawsze. – wymusiłam słaby uśmiech i posłałam go dziewczynie. W mgnieniu oka jej drobne dłonie zaczęły oplatać moją talie. Jej twarz wyglądała w zagłębieniu między moją szczęką a ramieniem. Cały czas szlochając , starała się wydobyć z siebie chodź słowo, zdołałam usłyszeć tylko jedno „Dziękuję”. Poklepałam ją lekko po plecach i łapiąc za  ramiona zaczęłam ją delikatnie odsuwać. Jej zgrabne palce powoli sunęły po mokrym materiale bluzy. Gdy docierała do końca natężenie jej dotyku zaczęło się zwiększać na co całe moje ciało zadrżało, a z ust uleciało ciche jęknięcie. Bez słowa zabrała się za odsłanianie nadgarstka. Starałam się ją powstrzymać, lecz Tom doskonale mnie unieruchomił. Unoszący się rękaw idealnie ukazał im nawet najmniejszą rankę na moim ciele. Znaki mojego cierpienia.
- C..co to je..jest? – usłyszałam jąkającą się Grace.
- Nic. – rzuciłam ze złością i szybką uwalniając swoją rękę z uścisku chłopaka nasunęłam materiał z powrotem.  – To mi pomaga. – starłam się przekonać nie tylko ich ale także samą siebie. Szybko zerwałam się na równe nogi i tak po prostu prawie w biegu zmierzałam w stronę drzwi. Uniemożliwiły mi to jednak zaciskająca się dłoń dziewczyny na mojej ręce.
- Zostaw mnie chce być sama ! – krzyknęłam i wyrwałam się z jej uścisku. Widziałam jak jej łzy walczą o wypłynięcie.
- Nie chce się znów stracić. – szepnęła, a po tych słowach jej policzki stały się kompletnie mokre. Bez słowa ruszyłam przed siebie, w połowie korytarza odwróciłam się ostatni raz, a z ust dziewczyny wyczytałam „ proszę”. To kompletnie mnie rozbiło, łzy zaczęły cisnąc się także do moich oczu. Z początku doskonale je powstrzymywałam, ale gdy wyszłam na zewnątrz nie mogłam dłużej ze sobą walczyć. Oprałam się o chropowatą powierzchnię szpitala i odsłoniłam jeden z rękawów. Nienawidziłam tych znaków. Drugą ręką tak po prostu zaczęłam drapać znamiona co zaowocowało w strumień krwi. Chciałam zedrzeć z siebie tą słabość.
- Dziewczyno co ty robisz? – usłyszałam czyjś gruby głos. Szybko zasłoniłam rany i nawet nie patrząc na stojącą obok mnie osobę ruszyłam przed siebie. W szybkim tempie odbijałam się od chodnika, na którym jeszcze gdzieniegdzie widniały mokre plamy. Pulsująca ręka nie dawała o sobie zapomnieć, uniosłam ją lekko do góry a krew powoli zaczęła skapywać na chodnik. Nasunęłam materiał do końca palców i zaciskając go paznokciami starałam się zatamować cieknącą ciecz. Już ostatnia prosta dzieliła mnie od domu. Zwiększyłam tempo i odgarniając kosmyki zaplątanych włosów na mojej twarzy starłam ostatnie oznaki łez. Odetchnęłam cicho i unosząc głowę zauważyłam siedząca postać na schodkach przed moim domem. Harry. Zamurowało mnie, szybko kucnęłam ukrywając się za żywopłotem i mocniej zacisnęłam brudny materiał. Nagle usłyszałam ciężkie kroki zbliżające się do mnie, widział mnie.
- Wstawaj. – usłyszałam jego twardy głos gdy był już przy mnie. Zrobiłam to co rozkazał i szybko schowałam za siebie uszkodzoną rękę. Jednym ruchem łapiąc mnie za przedramię wyciągnął ją i ustawił ją sobie przed twarzą. Widziałam jak w jego oczach coraz bardziej maluję się gniew. Bałam się, nie … ja byłam przerażona. Cała drżałam gdy odwijał materiał i coraz bardziej zaciskał palce na moim ciele.
- Co to jest ?! – krzyknął, a moją twarz oplótł zapach alkoholu. Moje policzki po raz kolejny zalały się słonymi łzami. Szarpnął mną i spojrzał w moje przestraszone oczy. To co zrobił totalnie mnie oszołomiło, jego palce kompletnie poluzowały swój uścisk pozwalać mojej ręce na swobodne ruchy. Bez zastanowienia  zaczęłam biec, tylko to mi zostało.
- Zawsze mam to co chce ! – usłyszałam jego krzyk, okraszany groźbą. Gdy spojrzałam w tył widziałam jak coraz bardziej zbliża się do mnie. Przełknęłam głośno ślinę, już po mnie … alkohol tylko doda mu odwagi. Złapałam szybko za klamkę od mojego domu i energicznie ją nacisnęłam. Zamknięte. Jak szalona zaczęłam walić w drewno. Odwróciłam się, chłopak uśmiechając się szedł w moją stronę lekko się chwiejąc.

- Proszę Cię, nie rób mi krzywdy. – kucnęłam przy drzwiach i zasłaniając głowę zaczęłam płakać. Teraz uświadomiłam sobie jak bardzo wpłynął na moją psychikę, każdy zadawany mi ból przywoływał myśl o nim. Nie miałam pojęcia czego ode mnie chce, nie pozwalał mi okaleczać się, a sam zadawał mi niewyobrażalnie ogromny ból.  Czułam jego obecność tuż przy mnie. Spięłam wszystkie mięśnie w oczekiwaniu na cios. 

_________________________________
No to mamy 3 Rozdział . Jakiś krótki, nie ? W sumie wszystko sprowadza się do tego w jakim momencie chciałam zakończyć. Postaram się żaby następny był dłuższy. ; )) 
A no tak ! Trochę po czasie ale jest,  wyposażyłam bloga w zwiastun ! 
Nie jest to jakieś arcydzieło, ale mam nadzieje że wam się spodoba.
Ważne : 
No i teraz bardziej przykra część. Nie chciałam żeby to nastąpiło  no i nie nastąpi bo żadnych limitów komentarzy robić nie mam zamiaru. Ale proszę was tylko o jedno, malutki komentarz choćby "czytam". Myślę  że to nie jest coś wielkiego. To dużo dla mnie znaczy bo wiem, że to co robię ma sens. Dziękuję z góry . xxx

sobota, 21 września 2013

Rozdział 2

Info : Czcionka pochylona i niebieska - wspomnienie.
          Czcionka pochylona - sms. 

-Ostatni raz dałam się namówić na taki wypad, przecież wiesz że nienawidzę meczy. – cicho się zaśmiałam starając wymacać jego sylwetkę dłonią. – Tato ? – rzuciłam lekko przerażona nieobecnością mężczyzny. Okręciłam się kilka razy na pięcie. Tłok zaczął się rozpraszać, stałam prawie sama na wielkim placu. Ciemność przytłaczała mnie z każdą chwilą uświadamiając mi, że nigdzie nie ma mojego taty. Mocniej przycisnęłam do siebie torbę, która swawolnie zwisała na moim ramieniu. – Tato ! –krzyknęłam domagając się jakiejkolwiek odpowiedzi. Nic. Podbiegłam do naszego samochodu, który był zaparkowany niedaleko stadionu. Tutaj też go nie było, zrezygnowana oparłam się na jego święcącej powierzchni i szybko wyciągnęłam telefon.  Było sporo po północy. Odłożyłam urządzenie na swoje miejsce i ruszyłam przed siebie. Przecież nie mógł tak zniknąć, nie zostawił by mnie tu samej. Rozejrzałam po opustoszałej już całkiem okolicy.
- Oszalałaś ?! Zdejmij to ! – usłyszałam czyjś krzyk okraszany groźbą. Jego nagły ruch sprawił, że z mojej szyi natychmiast zsunął się szalik w barwach ulubionej drużyny taty. Złapałam za materiał i ostrożnie schowałam go do torby. Jego działanie było jasne, pewnie przegrani  kibole wzięli się za kibiców wygranej drużyny. Kiwnęłam lekko głową wyrażając tym swoją wdzięczność. Zgrabnie go ominęłam i ruszyłam dalej, każdy krok wprowadzał mnie w coraz bardziej podejrzaną okolicę. Mocno zaciskając pięści starałam sobie przypomnieć wszystkie wskazówki jakie dawał mi tata gdy będzie groziło mi niebezpieczeństwo. Całkowicie z tropu zbiły mnie czyjeś przeraźliwe jęki i siarczyste przekleństwa. Szybko opadłam na ziemie, a zimna trawa oplatała moją rozedrganą szczękę. Powoli przesuwałam się w kierunku dobiegających krzyków. – Ta..tata. – wyszeptałam załamującym się głosem. Ciężkie pięści z coraz większym natężeniem spadły na jego ciało. Pięciu umięśnionych mężczyzn katowało mojego tatę na moich oczach. Leżałam tak nie mogąc się ruszyć, nie zrobiłam nic. Razem z łzami wyciekała moja zimna krew.

Jesienny wiatr dokładnie ścierał krople deszczu z mojej twarzy. Na cmentarzu jak zwykle o tej porze nie było nikogo. Wygodnie usiadłam na metalowej ławeczce naprzeciwko jednego z  grobów. –Tęsknie za tobą, tato. – mówiłam, a moje słowa jakby rozpraszały się po opustoszałym miejscu. Szybko nałożyłam kaptur na prawie już mokre włosy i podciągnęłam kolana pod brodę. Mocniej zacisnęłam palce na moim nadgarstku i zsunęłam materiał odsłaniając kilka zaczerwienionych linii na moim ciele. –Nie daję już sobie rady. To moja wina. Nie pomogłam ci, przepraszam.- mój głos coraz bardziej załamywał się przy pomocy łez.  Nagle poczułam czyjeś palce które idealnie oplatały moje ramie. Jednym ruchem zakryłam rany na nadgarstku i przekręciłam głowę, moim oczom ukazały się już całkowicie mokre conversy. Podniosłam wzrok idealnie analizując sylwetkę towarzysza.
- Co ty tu robisz ?! Zostaw mnie w spokoju ! – krzycząc odepchnęłam go od siebie. W slalomie  uciekałam przed chłopakiem, który wywoływał u mnie ogromne obrzydzenie. Starałam się biec jak tylko mogłam najszybciej ale mój wzrost nie pomagał mi w tym. Jego urywany oddech coraz bardziej zbliżał się do mnie. Gdy poczułam jego zaciskającą się dłoń na moim nadgarstku wiedziałam, że to koniec, że po raz kolejny będę musiała stanąć z nim twarzą w twarz. Pociągając mnie spowodował, że zderzyłam się z jego ciałem przywierając policzkiem do jego torsu. Szybko odsunęłam się od jego umięśnionego ciała i stanęłam w bezpiecznej odległości ze spuszczoną głową.
- Jak twój kolega? – zapytał ochrypniętym głosem.
- Jest w szpitalu, to wszystko twoja wina. Nienawidzę cię, zniknij wreszcie z mojego życia ! – krzyknęłam uderzając pięścią w jego klatkę piersiową. Westchnęłam gdy przez ten ruch  moja druga dłoń została uwięziona w jego mocnym uścisku.
- Twoje fanki wiedzą jaki jesteś ? Na pewno nie, znienawidziły cię ! – krzyczałam dalej starając się być twarda. Jednak jego wyraz twarzy nie zmienił się ani trochę. Kamienny wzrok wpatrywał się we mnie nie wyrażając żadnych uczyć.
- Puść mnie chce iść do domu. – mówiłam już prawie błagalnym głosem, odkrywając cały strach chowający się we mnie .
- Odwiozę cię. – rzucił beznamiętnie i pociągnął mnie za sobą. Za wszelką cenę starałam uwolnić swoja dłoń, lecz chłopak był nieugięty. Sztywno ciągnął mnie za sobą . Na jego widok od razu przypomniała mi się ta piękna twarz z ekranu, która w rzeczywistości jakby okrywała się ciemnością.  Musiałam trochę nadrobić, od ponad roku nie słyszałam nic o tym zespole, nikt nie słyszał. Jedyne co znalazłam to rozpaczliwe komentarze fanek proszące o reaktywacje bandu. Chciałam zapytać, może to rzeczywiście jego wina, strach jednak znakomicie uniemożliwił mi to. Widziałam jak jego długie palce wsuwają się pod klamkę żeby otworzyć mi drzwi. Usiadłam grzecznie na fotelu i patrzyłam jak szybko wciskając guzik zatrzaskujący drzwi psuje mi plany.  Z szyderczym uśmiechem obszedł samochód i zajął miejsce kierowcy.
- Przecież nic ci nie zrobię. – wyszeptał, a jego śmiech rozniósł się po całym aucie. Wzdrygnęłam się i niepewnie wsunęłam dalej w skórzany fotel.  
- Zapnij pas.- poinstruował mnie i odpalił wóz. Szybko to zrobiłam i zacisnęłam dłonie na siedzeniu wbijając palce w materiał. Moje serce zaczęło wariować, a oddech stawał się nierównomierny. Nie, nie teraz. Łapczywie starłam się złapać choć odrobinę powietrza. Szybko zaczęłam grzebać w kieszeni. Auto zatrzymało się, a chłopak w mgnieniu oka uwolnił mnie z psów ułatwiając dostęp do kieszeni. Mocniej zacisnęłam palce na inhalatorze i zaciągnęłam się. Powoli zamknęłam oczy i starałam się unormować oddech. Nie mogłam, choroba nigdy nie pozwoli mi ukrywać narastającego strachu. Położyłam urządzenie na kolanach i wyjrzałam przez oko, zatrzymaliśmy się przy jakiejś polanie. Jej zieleń doskonale zaczęła mnie uspokajać.
- Dobrze pamiętałem, że masz astmę. – powiedział starając się zwrócić tym moją uwagę. Nie odwróciłam się, bałam spojrzeć się na jego twarz, bałam się że zobaczę tego chłopaka z baru, a nie z komputera.
- Jak masz na imię? – zapytał ze spokojem w głosie, a ja totalnie oszołomiona odkręciłam lekko głowę.
- Hope. – wyszeptałam patrząc na jego spokojną twarz.  Kiwnął głową i znów swój wzrok ulokował za przednią szybę. Nagle usłyszałam dzwoniący telefon, który był umieszczony na podstawce przeznaczonej dla niego.  Dzwonił Louis, doskonale pamiętam imiona wszystkich członków 1D, to musiał być jeden z nich. Długi palec Harrego zgrabnie wcisnął czerwony przycisk. Przeniosłam wzrok na jego zaciśniętą szczękę, był zdenerwowany. O co w tym chodzi? Po chwili zatrzymaliśmy się przed moim domem, załapałam za inhalator i jednym ruchem umieściłam go w kieszeni po czym szybko zabrałam się za otwieranie drzwi. Szarpnęłam klamką 2 razy, ale wciąż były zamknięte.  Przestraszona przeniosłam swój wzrok na jego twarz, widać było jak namiętnie nad czymś myślał.
- Nie zrobisz już tego. – rzucił patrząc na moje splecione dłonie. Widział. Mocniej zacisnęłam palce na jednym z rękawów idealnie zakrywając każde nawet malutkie zdrapanie.  Jego dominacja zaczynała przytłaczać mnie coraz bardziej, jak on śmie mi rozkazywać. Znajome piknięcie dało mi do zrozumienia, że mam wolną drogę. Szybko wyskoczyłam z auta trzaskając za sobą drzwiami, jedyne co słyszałam to jego westchnięcie w geście dezaprobaty. Biegnąc po chodniku wylądowałam przed drzwiami, szybko wyjęłam z kieszeni dzwoniący telefon. Tom. Jego imię przypomniało mi, że obiecałam mu, że go odwiedzę. Przeklęłam w duchu i spojrzałam na dalej stojący naprzeciwko mnie samochód. To wszystko przez tego psychopatę. Rutynowo przejechałam po ekranie i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Tak?
- Jesteś już spóźniona, maiłaś być 10 minut temu, wszystko w porządku? – zapytał Tom.
- Tak, tak . Zaraz będę. – rzuciłam i szybko rozłączyłam się z chłopakiem.  Rozczesałam palcami mokre włosy i wzdychając na mój wygląd ruszyłam przed siebie . Nie miałam czasu na wysuszenie się, Tom zamartwiał by się moją nieobecnością. Szybkim krokiem przemierzałam chodnik omijając przechodniów.
- Gdzie idziesz? Deszcz pada. – usłyszałam zachrypnięty głos. Przekręciłam głowę, obok mnie na drodze jechał czarny samochód z odsuniętą szyba ukazując twarz Harrego. Gwałtownie się zatrzymałam, a wraz ze mną śledzący mnie pojazd. Złożyłam ręce na piersi i ściągnęłam brwi.
- Do cholery, czego ty ode mnie chcesz ? – zapytałam oschle. Na te słowa drzwi uchyliły się , a przede mną staną solidnie zbudowany chłopak. Szybko zarzucił kaptur na głowę i badawczo się rozejrzał. Jego zachowanie było jasne, nadal był sławny.
- Wsiadaj. – wycedził przez zęby zaciskając coraz bardziej szczękę.
- Nie . – wyszeptałam stanowczo. Chłopak jednym ruchem złapał mnie i przerzucił sobie przez ramie. Mój krzyk przykuł oczy wielu mijających nas osób. Po raz kolejny poczułam wibracje w mojej kieszeni na co Harry mnie podrzucił bym znów opadła na jego umięśnione ramie. Klaksony samochodów spowodowały, że chłopak w  niewiarygodnie szybkim tempie posądził mnie na fotelu pasażera, a  sam zajął miejsce obok mnie.
- Wypuść mnie psychopato, czego ty chcesz ode mnie ?! – krzyczałam na kierującego chłopaka.
- Musze spełnić obietnice. – odparł i gwałtownie zatrzymał się na  parkingu, na co lekko mną szarpnęło. – Mówiłem, żebyś zapinała pasy. – stwierdził zdenerwowany.
- Jaka znów obietnica ? – zapytałam, a we mnie coraz bardziej wrzało. Cały strach zamienił się w złość.
- Że już więcej nic sobie nie zrobisz.
- Zrobię, specjalnie, na złość tobie ! – krzyknęłam, a jego dłoń momentalnie oplotła mój nadgarstek. Coraz bardziej zaciskające palce wywoływały u mnie ból.
- Puść mnie.- mówiłam błagalnych głosem, gdy ból stawał się nie do wytrzymania, a łzy zaczęły cieknąć po moich policzkach. Jednak on był nieugięty jak w trasie coraz bardziej zaciskał palce na moim poranionym już wcześniej nadgarstku.
- Harry ! – krzyknęłam, na co on momentalnie zelżył swój uścisk.  Od razu zabrałam się za rozcieranie zaczerwienionego miejsca. Patrzył na każdy mój ruch starając ułożyć sobie w głowie to co przed chwilą się stało. Po raz kolejny telefon zaczął wibrować, Tom nie odpuszczał.
- Kto to kurwa dzwoni ?! Wyłącz ten pieprzony telefon kiedy jesteś ze mną. – chłopak krzyknął i uderzając w kierownicę uruchomił klakson na którego dźwięk podskoczyłam.

- Wypuść mnie. – prosiłam próbując  kilka razy otworzyć zakluczone drzwi. Nic nie mówił wciskając przycisk który umożliwił mi wydostanie się z samochodu. Był w strasznym stanie, całkowicie rozbity, jakby bał się sam siebie. Wyskoczyłam z pojazdu i zatrzaskując za sobą drzwi ruszyłam przed siebie. Odwróciłam się ostatni raz. Chłopak sztywno wpatrywał się we mnie cały czas z wymalowanym bólem na twarzy. Rozprostowałam prosta ręką mokre ubrania i skręciłam całkowicie porzucając widok rozbitego chłopaka. Oparłam się lekko o chropowatą fakturę i głośno westchnęłam. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, który znów dawał o sobie znać. Nowa wiadomość : Przepraszam , H . xx . Zlekceważyłam sms’a i wybrałam numer do Toma. 
___________________________
Zamiast czytać Pana Tadka to ja pisze opowiadanie, okeej... 
Częstotliwość z jaką dodaje posty jest spowodowana jednie szkołą, 2 LO, zabiera więcej czasu niż można sobie wyobrazić. Ale obiecuję, obiecuję ... wolny czas - pisanie ; )) 
 Podsumowanie - ponad 500 wejść, nie do pojęcia . ; oo
7 komentarzy do 1 rozdziału, pewnie wielu zawiodłam patrząc na 9 pod prologiem przepraszam. 
No i na koniec pozostawiłam coś takiego : odpowiedź dla pani Marty. 
Twoje bardzo twarde słowa spowodowały, że muszę Ci odpisać. Jeśli uważasz, że moje opowiadanie to poetyckość, do tego niepotrzebna to trzeba zajrzeć trochę do książek w których "czerwona ciecz" to normalne słowa. Dlaczego tak pisze ? To proste, nie chce stwarzać kolejnego opowiadania : Oczami 13-latki. :) Chce napisać coś swojego, opisać to tak jak jest w mojej głowie. Oceniłaś całego bloga po 1 Rozdziale. Mhmm... Tak że chciałabym dostać linka do Twojego opowiadania i czegoś się nauczyć. Dzięki za Twoją opinie. Nie piszę tego w geście urażenia czy nieumiejętności przyjęcia krytyki. Wyrażam swoje zdanie. A twoje zostało przyjęte i docenione. ; )) 
Enjoy ! <3 

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 1

Syknęłam z bólu czując coraz bardziej zaciskające się palce na mojej drobnej dłoni. Gwałtownym ruchem zdołałam się wyswobodzić i od razu zabrałam się za rozcieranie zaczerwienionej skóry.
- Już nie ma odwrotu.- usłyszałam twardy głos, któremu akompaniowała groźba. Skinęłam lekko głową i odkręciłam  się na napięcie, ostatecznie porzucając przyjemny widok domu. Długo musiałam walczyć ze sobą i Tom’em by wyjść za próg mojego pokoju. Wiedziałam, że teraz nie pozwoli mi zawrócić, moje krótkie nogi nie mogły równać się jego potężnym ciałem. Przydrożne lampy pozwalały mi dostrzec jego zaciśniętą szczękę i wzrok pełen determinacji. Tom to jedyna osoba, która o mnie walczyła. Starał się mnie wyciągnąć z tej monotonii i dopadającej mnie depresji. Starałam się być dobrym towarzystwem ale moje rozkojarzenie dawało się we znaki. Szłam chodnikiem rozglądając się jak małe dziecko przy poznawaniu nowej okolicy. Choć się tu wychowywałam to uczucie bycia tutaj pierwszy raz nie opuszczało mnie ani na chwilę. Jego wybór co do lokalizacji spotkania był fatalny. Bar, po sytuacji sprzed 2 miesięcy był ostatnim miejscem do którego chciałabym się wybrać. Siadając na skórzanej kanapie przeklinałam w duchu, że zgodziłam się. Bardziej dla siebie, potrafię! W powietrzu można było wyczuć alkohol mieszający się z dymem papierosów, który  od razu wywołał u mnie zawroty głowy.
- Skocze po piw..- przerwał Tom nerwowo stukając palcami po drewnianym blacie.- Sok ci wezmę, zaraz jestem. – dokończył z narastającym poczuciem winy w oczach. Uśmiechnęłam się pocieszająco i odprowadziłam go wzrokiem. Znajome wibracje w kieszeni pozwoliły mi odwrócić na chwilę od niego uwagę. Rutynowo przejechałam palcem po ekranie i od razu wyświetlił mi się sms Od Grace : Tęsknie xx. Pokręciłam głową z dezaprobatą na jej nagłe zainteresowanie moją osobą. Nie zdała testu, nie umiała sobie poradzić z moją ciężką sytuacją. Nagle do moich uszy zaczęły docierać przerażające dźwięki. Stłoczone szkło trafiło nawet do moich stóp, nachylając się złapałam za odłamek. Czerwona ciecz od razu przelała się na moją dłoń. Odrzuciłam szkło razem ze wspomnieniami i podnosząc się przeniosłam wzrok na sytuację która przykuła wzrok wielu gapiów.
- To było moje! – usłyszałam skrzeczący bełkot chłopaka. Podbiegłam do tłumu i przedzierając się przez lekko wstawionych ludzi stanęłam naprzeciw przerażającej sceny. Coraz mniejsze kawałki szkła uderzały twarz Toma. Wszędzie rozlewała się krew, należąca do mojego przyjaciela. Mój oddech zaczął przyspieszać, a panika odbijać w wnętrzu. Z każdą chwilą moje płuca pracowały coraz ciężej, nie dając sobie rady z otaczającym czyste powietrze dymem. W totalnym amoku wymacałam w kieszeni inhalator. Mocno zaciągając się w coraz szybszym tempie zaczęły do mnie docierać wszystkie bodźce. Stałam, nic nie robiąc, w czasie gdy mój przyjaciel powoli staczał się w agonię.
- Przestań! – krzyknęłam zaciskając pięści na kapturze napastnika. Mężczyzna jakby w ogóle nie odczuł mojej obecności. Jak zaczarowany składał kolejne ciosy na wymęczonym już ciele Toma’a.  Zdarzenie z przed 2 miesięcy falami zaczęło wciskać się do mojej głowy. Nie mogłam pozwolić sobie na to by znów widzieć zakatowaną postać najbliższej mi osoby. Wzięłam głębszy wdech z którym do mojego wnętrza nie dotarło tylko powierzę, odwaga wypełniła mnie doszczętnie. Jednym silnym ruchem pociągnęłam mężczyznę, który natychmiast opadł na plecy wbijając głowę w moje stopy. Teraz jego  rysy układały się w jedność przed moimi oczami. Zaciśnięta szczęka i prawie czarne ze złości oczy wyróżniły się na oczy pięknej twarzy. Nie, to nie mógł być on ! Wraz z jego opadającą niżej głową, determinacja uleciała ze mnie. Zacisnęłam mocno oczy i w amoku uciekając zaczęłam ocierać się o rozgrzane ciała klientów. Byłam beznadziejna, spanikowałam i tak po prostu zostawiłam wszystko losowi. Po raz kolejny, niczego się nie nauczyłam. Zwolniłam gdy udało mi się wydostać z ohydnego pomieszczenia. Idąc tyłem dalej się w nie wpatrywałam, modląc by napastnik jednak opuścił, albo chociaż obrał sobie mnie za cel. Nagle na plecach poczułam zimno, które rozlało się po całym moim ciele. Mocno złapałam dłońmi latarnię i z każdą chwilą coraz bardziej przywierałam do niej plecami. Piskliwy odgłos ambulansu jakby zwiastował wysłuchanie moich błagań, oby nie było za późno. Auto z piskiem zatrzymało się tuż przy mnie, a mężczyźni ubrani na czerwono w biegu wpadli do opuszczonego przeze mnie przed chwilą miejsca. Ludzie nagle masowo zaczęli opuszczać bar, przestraszeni konsekwencjami. W tłumie nagle zauważyłam znajomą bluzę , na co moje ciało zadrżało. Mocniej przyległam do zimnej powierzchni i w niewyobrażalnie szybkim tempie zaczęłam oddychać. Moje przerażenie było jeszcze bardziej widoczne gdy chłopak zaczął kierować się moją stronę. Stałam cała sparaliżowana, a do oczu zaczęły napływać słone łzy.
- Zatańcz ze mną. – rzucił odsłaniając swoją przepitą twarz. W tym momencie żałowałam, że obrałam właśnie ten punk obserwacji który doskonale odcinał mi drogę ucieczki. Chłopak bez słowa wsunął rękę miedzy mną, a słup skutecznie mnie od niego odciągając. Jego budowa ciała przerażała mnie tak bardzo, że nawet nie starałam się protestować. Chłopak zarzucił moje dłonie na jego kark i zaczął bujać moim ciałem. Ta sytuacja pewnie wydawała się tylko dla mnie tak absurdalna, jego zalana alkoholem świadomość uważała to za normalne- bujałam się w objęciach chłopaka, który przed chwilą pobił mojego przyjaciela. Zacisnęłam mocno usta, starałam się to wszystko znieść. Nie wytrzymałam, widok przyjaciela na noszach totalnie zbił mnie z tropu. Miałam ochotę zrobić to samo chłopakowi , który tak go potratował.  Moje łzy zaczęły powolnym strumykiem płynąć po moim policzku. Coraz większe krople spadały na ramiona chwiejącego się chłopaka.Podskoczyłam gdy po raz kolejny do moich uszy dobiegł przeraźliwy dźwięk ambulansu. Nagle poczułam jak jego dłoń przejeżdża po linii mojego kręgosłupa. Czułam się wręcz katowana jego ruchami. W ręce chłopaka wylądował mój telefon. Głośno odetchnęłam. Chciał go ukraść? Na pewno nie, po co komuś takiemu jak on taki grat. Powoli coś wystukiwał, a po chwili usłyszałam głuchy dźwięk sygnałów. Jego przylegająca do mnie noga odkryła jego cel, zadzwonił do siebie. Wibracja telefonu rozeszła się po moim ciele, teraz miał mój numer. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym, co może teraz mi zrobić. Urządzenie przy pomocy jego długich palców znów wsunęło się na miejsce.
- Powiedz to. – usłyszałam jego zachrypnięty głos, który oplótł moją twarz zapachem alkoholu. - No powiedz moje imię, wiesz ! – odsunął się lekko i krzyknął prosto w moją przestraszoną twarz. Zacisnęłam mocno oczy by nie widzieć jego rozgniewanych rysów.

- H..Harry. – wydukałam i od razu w biegu ruszyłam przed siebie. Chciałam krzyczeć, błagać ludzi o pomoc gdy z początku słyszałam jego ciężkie kroki za mną. Ale od razu odgoniłam od siebie ten pomysł, jak ma pomóc mi obca osoba gdy nawet córka nie może nic zrobić dla ojca. Gdy bezradnie patrzy jak pijani ludzie sprowadzają ciężkimi pięściami na niego śmierć. Szybko odrzucałam długie włosy na bok by w biegu zbadać rozciągający się za mną chodnik. Odetchnęłam z ulgą gdy nigdzie nie było śladu chłopaka w lokach. Cała rozedrgana wyciągnęłam z kieszeni pęk kluczy i wybierając odpowiedni odtworzyłam drzwi. Wchodząc do środa od razu oplótł mnie zapach alkoholu. Prawie na palcach wśliznęłam się do salonu gdzie leżała mama, z winem w ręce. Zaczęło się, zostawiałam ją na chwilę, nie dała sobie rady. Jej słabość mogłam dostrzec codziennie, ale nie w takim wydaniu. Wyczerpana opadałam na futrynę i zjechałam na dół. Oparłam głowę o zimą powierzchnię i wyciągnęłam telefon który nagle zaczął wibrować. Na ekranie wyświetlił się nowo zapisany kontakt. Na którego widok od razu strach uderzył do mojej świadomości, odblokowałam telefon i odczytałam wiadomość: Lepiej zamykaj drzwi H. X . Szybko zerwałam się na równe nogi i podbiegłam do lekko uchylonej drewnianej powłoki. Powoli wysunęłam głowę na zewnątrz, jedyne co zobaczyłam to stojącego po drugiej stronie chłopaka wpatrującego się w mój dom. Trzasnęłam drzwi i szybko je zakluczyłam. Śledził mnie. 

______________________________
Wena jednak "dopisała" . Nie wiem czy to jest rozdział moich marzeń, ale stwierdziłam, że nic innego dziś nie dam rady napisać. Bardzo , ale to bardzo miło czytało mi się wasze komentarze. Przy każdym zadziwiał mnie fakt jak potrafi on motywować. 
Parę osób upomniało się o jakąkolwiek możliwość informowania, nie ma problemu zostawcie tylko w komentarzy jakiś kontakt. Dostosuje się.  ;)) 

niedziela, 15 września 2013

Prolog + Bohaterowie .

Prolog : 
2 miesiące temu .

Czułam jak z każdym dniem części mnie rozpadają się na nowo. Jak z każdą łzą ucieka moja rozdarta dusza. Spuchnięte od dawna już oczy nie mogły uwolnić się od ciągłego wodospadu łez. Ten straszny widok na nowo odtwarzał się w mojej głowie z coraz większą dokładnością. Moją bezradność za każdym razem dokumentowały błagalne modlitwy by porozmawiać z nim choć ten jedyny, ostatni raz. Zabrano mi go. Jedynie miejsce, które dawało mi tyle bezpieczeństwa co on był ciasny kącik w moim pokoju. Mocno zakleszczające mnie ściany z dnia na dzień pokazywały, że takie ciepło nie wystarczy na długo. Zaprałam się mocno na dłoniach i przy pomocy kolan wydostałam się z kryjówki, która doskonale izolowała mnie od świata i współczujących twarzy. W pokoju panował półmrok, oświetlała go jedynie malutka lampka stojąca na stoliku. Z całej siły kopnęłam w drewno by zgasić nawet taką odrobinę jasności. Światło rozproszyło się spotykając z twardą podłogą. Przeklęłam w duchu i rozzłoszczona dobiłam pięta nie nadającą się już do niczego lampkę. Bezradnie opadłam na miękki dywan i  ukryłam twarz w dłoniach przed zbliżającą się mamą.
- Co tu się dzieję ? – wpadła i ręką wymacała włącznik światła.
- Jak to co ?! – krzyczałam. – Taty nie ma!  
Po tych słowach kobieta totalnie rozbita wybiegła z pokoju zatrzaskując drewniana powłokę. Wszystko spadło na nią, bezbronną kobietę, nie dającą sobie z tym rady. Ulżę jej, będę twarda! Obietnica nawet dla mnie nie wydawała się zbyt przekonująca, ale muszę dla niej spróbować. Nie mogłam patrzeć jak zadręcza się moim stanem. Podskoczyłam na równe nogi by wyrwać się z więzów ciemności otaczającej moje wnętrze.


Główni bohaterowie : 
Hope 


Harry 



Grace


Tom 


Niall, Louis, Zayn, Liam 


______________________
No to zaczynamy ! Już na samym początku chciałbym podziękować wszystkim którzy chociażby zdecydowali się odwiedzić tego bloga. Mam nadzieję, że dam radę podołać waszym oczekiwaniom co do kolejnych rozdziałów.
Ostrzeżenie : Blog będzie zawierał wiele erotycznych i drastycznych momentów.