sobota, 21 września 2013

Rozdział 2

Info : Czcionka pochylona i niebieska - wspomnienie.
          Czcionka pochylona - sms. 

-Ostatni raz dałam się namówić na taki wypad, przecież wiesz że nienawidzę meczy. – cicho się zaśmiałam starając wymacać jego sylwetkę dłonią. – Tato ? – rzuciłam lekko przerażona nieobecnością mężczyzny. Okręciłam się kilka razy na pięcie. Tłok zaczął się rozpraszać, stałam prawie sama na wielkim placu. Ciemność przytłaczała mnie z każdą chwilą uświadamiając mi, że nigdzie nie ma mojego taty. Mocniej przycisnęłam do siebie torbę, która swawolnie zwisała na moim ramieniu. – Tato ! –krzyknęłam domagając się jakiejkolwiek odpowiedzi. Nic. Podbiegłam do naszego samochodu, który był zaparkowany niedaleko stadionu. Tutaj też go nie było, zrezygnowana oparłam się na jego święcącej powierzchni i szybko wyciągnęłam telefon.  Było sporo po północy. Odłożyłam urządzenie na swoje miejsce i ruszyłam przed siebie. Przecież nie mógł tak zniknąć, nie zostawił by mnie tu samej. Rozejrzałam po opustoszałej już całkiem okolicy.
- Oszalałaś ?! Zdejmij to ! – usłyszałam czyjś krzyk okraszany groźbą. Jego nagły ruch sprawił, że z mojej szyi natychmiast zsunął się szalik w barwach ulubionej drużyny taty. Złapałam za materiał i ostrożnie schowałam go do torby. Jego działanie było jasne, pewnie przegrani  kibole wzięli się za kibiców wygranej drużyny. Kiwnęłam lekko głową wyrażając tym swoją wdzięczność. Zgrabnie go ominęłam i ruszyłam dalej, każdy krok wprowadzał mnie w coraz bardziej podejrzaną okolicę. Mocno zaciskając pięści starałam sobie przypomnieć wszystkie wskazówki jakie dawał mi tata gdy będzie groziło mi niebezpieczeństwo. Całkowicie z tropu zbiły mnie czyjeś przeraźliwe jęki i siarczyste przekleństwa. Szybko opadłam na ziemie, a zimna trawa oplatała moją rozedrganą szczękę. Powoli przesuwałam się w kierunku dobiegających krzyków. – Ta..tata. – wyszeptałam załamującym się głosem. Ciężkie pięści z coraz większym natężeniem spadły na jego ciało. Pięciu umięśnionych mężczyzn katowało mojego tatę na moich oczach. Leżałam tak nie mogąc się ruszyć, nie zrobiłam nic. Razem z łzami wyciekała moja zimna krew.

Jesienny wiatr dokładnie ścierał krople deszczu z mojej twarzy. Na cmentarzu jak zwykle o tej porze nie było nikogo. Wygodnie usiadłam na metalowej ławeczce naprzeciwko jednego z  grobów. –Tęsknie za tobą, tato. – mówiłam, a moje słowa jakby rozpraszały się po opustoszałym miejscu. Szybko nałożyłam kaptur na prawie już mokre włosy i podciągnęłam kolana pod brodę. Mocniej zacisnęłam palce na moim nadgarstku i zsunęłam materiał odsłaniając kilka zaczerwienionych linii na moim ciele. –Nie daję już sobie rady. To moja wina. Nie pomogłam ci, przepraszam.- mój głos coraz bardziej załamywał się przy pomocy łez.  Nagle poczułam czyjeś palce które idealnie oplatały moje ramie. Jednym ruchem zakryłam rany na nadgarstku i przekręciłam głowę, moim oczom ukazały się już całkowicie mokre conversy. Podniosłam wzrok idealnie analizując sylwetkę towarzysza.
- Co ty tu robisz ?! Zostaw mnie w spokoju ! – krzycząc odepchnęłam go od siebie. W slalomie  uciekałam przed chłopakiem, który wywoływał u mnie ogromne obrzydzenie. Starałam się biec jak tylko mogłam najszybciej ale mój wzrost nie pomagał mi w tym. Jego urywany oddech coraz bardziej zbliżał się do mnie. Gdy poczułam jego zaciskającą się dłoń na moim nadgarstku wiedziałam, że to koniec, że po raz kolejny będę musiała stanąć z nim twarzą w twarz. Pociągając mnie spowodował, że zderzyłam się z jego ciałem przywierając policzkiem do jego torsu. Szybko odsunęłam się od jego umięśnionego ciała i stanęłam w bezpiecznej odległości ze spuszczoną głową.
- Jak twój kolega? – zapytał ochrypniętym głosem.
- Jest w szpitalu, to wszystko twoja wina. Nienawidzę cię, zniknij wreszcie z mojego życia ! – krzyknęłam uderzając pięścią w jego klatkę piersiową. Westchnęłam gdy przez ten ruch  moja druga dłoń została uwięziona w jego mocnym uścisku.
- Twoje fanki wiedzą jaki jesteś ? Na pewno nie, znienawidziły cię ! – krzyczałam dalej starając się być twarda. Jednak jego wyraz twarzy nie zmienił się ani trochę. Kamienny wzrok wpatrywał się we mnie nie wyrażając żadnych uczyć.
- Puść mnie chce iść do domu. – mówiłam już prawie błagalnym głosem, odkrywając cały strach chowający się we mnie .
- Odwiozę cię. – rzucił beznamiętnie i pociągnął mnie za sobą. Za wszelką cenę starałam uwolnić swoja dłoń, lecz chłopak był nieugięty. Sztywno ciągnął mnie za sobą . Na jego widok od razu przypomniała mi się ta piękna twarz z ekranu, która w rzeczywistości jakby okrywała się ciemnością.  Musiałam trochę nadrobić, od ponad roku nie słyszałam nic o tym zespole, nikt nie słyszał. Jedyne co znalazłam to rozpaczliwe komentarze fanek proszące o reaktywacje bandu. Chciałam zapytać, może to rzeczywiście jego wina, strach jednak znakomicie uniemożliwił mi to. Widziałam jak jego długie palce wsuwają się pod klamkę żeby otworzyć mi drzwi. Usiadłam grzecznie na fotelu i patrzyłam jak szybko wciskając guzik zatrzaskujący drzwi psuje mi plany.  Z szyderczym uśmiechem obszedł samochód i zajął miejsce kierowcy.
- Przecież nic ci nie zrobię. – wyszeptał, a jego śmiech rozniósł się po całym aucie. Wzdrygnęłam się i niepewnie wsunęłam dalej w skórzany fotel.  
- Zapnij pas.- poinstruował mnie i odpalił wóz. Szybko to zrobiłam i zacisnęłam dłonie na siedzeniu wbijając palce w materiał. Moje serce zaczęło wariować, a oddech stawał się nierównomierny. Nie, nie teraz. Łapczywie starłam się złapać choć odrobinę powietrza. Szybko zaczęłam grzebać w kieszeni. Auto zatrzymało się, a chłopak w mgnieniu oka uwolnił mnie z psów ułatwiając dostęp do kieszeni. Mocniej zacisnęłam palce na inhalatorze i zaciągnęłam się. Powoli zamknęłam oczy i starałam się unormować oddech. Nie mogłam, choroba nigdy nie pozwoli mi ukrywać narastającego strachu. Położyłam urządzenie na kolanach i wyjrzałam przez oko, zatrzymaliśmy się przy jakiejś polanie. Jej zieleń doskonale zaczęła mnie uspokajać.
- Dobrze pamiętałem, że masz astmę. – powiedział starając się zwrócić tym moją uwagę. Nie odwróciłam się, bałam spojrzeć się na jego twarz, bałam się że zobaczę tego chłopaka z baru, a nie z komputera.
- Jak masz na imię? – zapytał ze spokojem w głosie, a ja totalnie oszołomiona odkręciłam lekko głowę.
- Hope. – wyszeptałam patrząc na jego spokojną twarz.  Kiwnął głową i znów swój wzrok ulokował za przednią szybę. Nagle usłyszałam dzwoniący telefon, który był umieszczony na podstawce przeznaczonej dla niego.  Dzwonił Louis, doskonale pamiętam imiona wszystkich członków 1D, to musiał być jeden z nich. Długi palec Harrego zgrabnie wcisnął czerwony przycisk. Przeniosłam wzrok na jego zaciśniętą szczękę, był zdenerwowany. O co w tym chodzi? Po chwili zatrzymaliśmy się przed moim domem, załapałam za inhalator i jednym ruchem umieściłam go w kieszeni po czym szybko zabrałam się za otwieranie drzwi. Szarpnęłam klamką 2 razy, ale wciąż były zamknięte.  Przestraszona przeniosłam swój wzrok na jego twarz, widać było jak namiętnie nad czymś myślał.
- Nie zrobisz już tego. – rzucił patrząc na moje splecione dłonie. Widział. Mocniej zacisnęłam palce na jednym z rękawów idealnie zakrywając każde nawet malutkie zdrapanie.  Jego dominacja zaczynała przytłaczać mnie coraz bardziej, jak on śmie mi rozkazywać. Znajome piknięcie dało mi do zrozumienia, że mam wolną drogę. Szybko wyskoczyłam z auta trzaskając za sobą drzwiami, jedyne co słyszałam to jego westchnięcie w geście dezaprobaty. Biegnąc po chodniku wylądowałam przed drzwiami, szybko wyjęłam z kieszeni dzwoniący telefon. Tom. Jego imię przypomniało mi, że obiecałam mu, że go odwiedzę. Przeklęłam w duchu i spojrzałam na dalej stojący naprzeciwko mnie samochód. To wszystko przez tego psychopatę. Rutynowo przejechałam po ekranie i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Tak?
- Jesteś już spóźniona, maiłaś być 10 minut temu, wszystko w porządku? – zapytał Tom.
- Tak, tak . Zaraz będę. – rzuciłam i szybko rozłączyłam się z chłopakiem.  Rozczesałam palcami mokre włosy i wzdychając na mój wygląd ruszyłam przed siebie . Nie miałam czasu na wysuszenie się, Tom zamartwiał by się moją nieobecnością. Szybkim krokiem przemierzałam chodnik omijając przechodniów.
- Gdzie idziesz? Deszcz pada. – usłyszałam zachrypnięty głos. Przekręciłam głowę, obok mnie na drodze jechał czarny samochód z odsuniętą szyba ukazując twarz Harrego. Gwałtownie się zatrzymałam, a wraz ze mną śledzący mnie pojazd. Złożyłam ręce na piersi i ściągnęłam brwi.
- Do cholery, czego ty ode mnie chcesz ? – zapytałam oschle. Na te słowa drzwi uchyliły się , a przede mną staną solidnie zbudowany chłopak. Szybko zarzucił kaptur na głowę i badawczo się rozejrzał. Jego zachowanie było jasne, nadal był sławny.
- Wsiadaj. – wycedził przez zęby zaciskając coraz bardziej szczękę.
- Nie . – wyszeptałam stanowczo. Chłopak jednym ruchem złapał mnie i przerzucił sobie przez ramie. Mój krzyk przykuł oczy wielu mijających nas osób. Po raz kolejny poczułam wibracje w mojej kieszeni na co Harry mnie podrzucił bym znów opadła na jego umięśnione ramie. Klaksony samochodów spowodowały, że chłopak w  niewiarygodnie szybkim tempie posądził mnie na fotelu pasażera, a  sam zajął miejsce obok mnie.
- Wypuść mnie psychopato, czego ty chcesz ode mnie ?! – krzyczałam na kierującego chłopaka.
- Musze spełnić obietnice. – odparł i gwałtownie zatrzymał się na  parkingu, na co lekko mną szarpnęło. – Mówiłem, żebyś zapinała pasy. – stwierdził zdenerwowany.
- Jaka znów obietnica ? – zapytałam, a we mnie coraz bardziej wrzało. Cały strach zamienił się w złość.
- Że już więcej nic sobie nie zrobisz.
- Zrobię, specjalnie, na złość tobie ! – krzyknęłam, a jego dłoń momentalnie oplotła mój nadgarstek. Coraz bardziej zaciskające palce wywoływały u mnie ból.
- Puść mnie.- mówiłam błagalnych głosem, gdy ból stawał się nie do wytrzymania, a łzy zaczęły cieknąć po moich policzkach. Jednak on był nieugięty jak w trasie coraz bardziej zaciskał palce na moim poranionym już wcześniej nadgarstku.
- Harry ! – krzyknęłam, na co on momentalnie zelżył swój uścisk.  Od razu zabrałam się za rozcieranie zaczerwienionego miejsca. Patrzył na każdy mój ruch starając ułożyć sobie w głowie to co przed chwilą się stało. Po raz kolejny telefon zaczął wibrować, Tom nie odpuszczał.
- Kto to kurwa dzwoni ?! Wyłącz ten pieprzony telefon kiedy jesteś ze mną. – chłopak krzyknął i uderzając w kierownicę uruchomił klakson na którego dźwięk podskoczyłam.

- Wypuść mnie. – prosiłam próbując  kilka razy otworzyć zakluczone drzwi. Nic nie mówił wciskając przycisk który umożliwił mi wydostanie się z samochodu. Był w strasznym stanie, całkowicie rozbity, jakby bał się sam siebie. Wyskoczyłam z pojazdu i zatrzaskując za sobą drzwi ruszyłam przed siebie. Odwróciłam się ostatni raz. Chłopak sztywno wpatrywał się we mnie cały czas z wymalowanym bólem na twarzy. Rozprostowałam prosta ręką mokre ubrania i skręciłam całkowicie porzucając widok rozbitego chłopaka. Oparłam się lekko o chropowatą fakturę i głośno westchnęłam. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, który znów dawał o sobie znać. Nowa wiadomość : Przepraszam , H . xx . Zlekceważyłam sms’a i wybrałam numer do Toma. 
___________________________
Zamiast czytać Pana Tadka to ja pisze opowiadanie, okeej... 
Częstotliwość z jaką dodaje posty jest spowodowana jednie szkołą, 2 LO, zabiera więcej czasu niż można sobie wyobrazić. Ale obiecuję, obiecuję ... wolny czas - pisanie ; )) 
 Podsumowanie - ponad 500 wejść, nie do pojęcia . ; oo
7 komentarzy do 1 rozdziału, pewnie wielu zawiodłam patrząc na 9 pod prologiem przepraszam. 
No i na koniec pozostawiłam coś takiego : odpowiedź dla pani Marty. 
Twoje bardzo twarde słowa spowodowały, że muszę Ci odpisać. Jeśli uważasz, że moje opowiadanie to poetyckość, do tego niepotrzebna to trzeba zajrzeć trochę do książek w których "czerwona ciecz" to normalne słowa. Dlaczego tak pisze ? To proste, nie chce stwarzać kolejnego opowiadania : Oczami 13-latki. :) Chce napisać coś swojego, opisać to tak jak jest w mojej głowie. Oceniłaś całego bloga po 1 Rozdziale. Mhmm... Tak że chciałabym dostać linka do Twojego opowiadania i czegoś się nauczyć. Dzięki za Twoją opinie. Nie piszę tego w geście urażenia czy nieumiejętności przyjęcia krytyki. Wyrażam swoje zdanie. A twoje zostało przyjęte i docenione. ; )) 
Enjoy ! <3 

5 komentarzy:

  1. Zakochałam się w tym blogu, szkoda że dodajesz tak rzadko ;( Czekam w zniecierpliwieniu na następny rozdział, mam nadzieję, że niedługo się pojawi :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny... aha nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Bardzo ale to bardzo ale to bardzo mi się podoba. Coś innego niż dotychczas, masz genialny pomysł na to i realizuj go, a ja bardzo chętnie będę czytała. Buziaki @Suzieee_xx

    OdpowiedzUsuń
  3. To opowiadanie jest takie cudowne ❤
    Jest takie wciągające !
    I jest zajebiście fajne :))

    OdpowiedzUsuń
  4. O Boże !Normalnie zakochałam sie w tym opowiadaniu i teraz chyba nie przeżyje bez niego ... Koniecznie pisz dalej !!!!!♥♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaram się tym, że z każdym kolejnym zdaniem przed moimi oczami pojawia się ta scena i z łatwością mogę sobie wszystko wyobrazić, zajebisty styl i pomysł ;) Podoba mi się to, że wszystko jest ze sobą idealnie powiązane <3

    OdpowiedzUsuń